Kulisy pracy scenicznej – w rozmowie z Mirosławem Gancarzem z Kabaretu Potem cz. 1

Przed wami dwuczęściowy wywiad z Mirosławem Gancarzem z Kabaretu Potem! Przygotujcie się na dawkę śmiechu zza kulis, gdzie artysta uchylił rąbka tajemnicy, zdradzając wiele scenicznych anegdot, jak i tych z procesu tworzenia kultowych dziś skeczy.

W trakcie rozmowy Artysta podzielił się też wskazówkami dotyczącymi, radzenia sobie z pomyłkami i wpadkami w trakcie wystąpień publicznych i pracy z rekwizytami. Są one pomocne, nie tylko dla początkujących na scenicznej drodze. 

Nie zabrakło również mądrego spojrzenia na życie w zgodzie ze sobą oraz na to, jak podchodzić do siebie z humorem i dystansem, dbając o swoje dobre samopoczucie.

Serdecznie zapraszam do lektury tego wyjątkowego wywiadu!

 

Anna Jakubczak — Jak wyglądała historia powstania Kabaretu Potem?

Mirosław Gancarz — Kabaret od początku był naszą pasją i nie planowaliśmy zamienić tego na profesję. Może to jest tajemnica naszego sukcesu? Pieniądze w formie honorariów pojawiły się dużo później. Sądzę, że we właściwym czasie, kiedy byliśmy już na tyle dojrzali i świadomi wartości tego co tworzymy, aby nie dać się zwieść pokusie szybkiego i łatwego zarobku. My zawsze i do końca byliśmy kabaretem ,,amatorskim”, nie w sensie niskiego poziomu artystycznego jak się to pojęcie najczęściej interpretuje, a w sensie umiłowania kabaretu jako sztuki, którą uprawialiśmy z radością i przyjemnością.

Unikaliśmy określenia ,,profesjonalny”, aby sztuka kabaretu nie zaczęła być jedynie profesją, nudną, męczącą i powtarzalną czynnością wymuszoną koniecznością zarabiania pieniędzy na życie. W sekrecie zdradzę, że jak w tym kontekście patrzę na niektórych ,,profesjonalistów” występujących na scenie, to, że tak użyję eufemizmu: smutno mi się robi” (śmiech).  

Przez 15 lat naszej działalności artystycznej, odebraliśmy prawdziwą, solidną szkołę aktorstwa. Najbardziej cenię sobie cały sezon spektakli w warszawskim Teatrze Rampa, który zagraliśmy jako goście Stanisława Tyma. Po tych właśnie występach w teatrze, po radach i wskazówkach Mistrza Staszka zrozumieliśmy, jak ważny jest kunszt aktorski, sztuka reżyserii, kostiumologii i scenografii, a przede wszystkim ta umiejętność ,,falowania” z publicznością. 

 

Anna Jakubczak — W Toastmasters nie mamy może skeczy, ale mamy mowy humorystyczne. Gdzie szukać inspiracji do takich mów i jak je konstruować?

Mirosław Gancarz — Pisanie tekstów komediowych, w ogóle sama scena komediowa jest nie lada wyzwaniem. W moim przekonaniu trudniej rozśmieszyć niż wzruszyć. Trudniej jest rozśmieszyć w taki sposób, aby efektem nie był tylko bezrefleksyjny pusty ,,rechot”, a tak, aby, wprowadzić odbiorcę w dobry nastrój. Jednocześnie coś mu przekazać, wzbudzić jakąś istotną refleksję, zwrócić uwagę na pewne kontrowersyjne zjawiska, do których się zbyt szybko jako społeczeństwo przyzwyczajamy i zbyt szybko zaczynamy traktować jako normę. 

Misją artystów komediowych, według mnie jest to, aby oprócz tego, żeby bawić, też wskazywać na pewne ważne zjawiska, zwyczaje lub poglądy, uświadamiać, że są groteskowe, głupie śmieszne lub wręcz niebezpieczne. By zauważać jakiś absurd, który istnieje na tyle długo, że nikt go już nie widzi. 

Można to osiągnąć, porównując istniejące absurdalne zjawisko lub powszechnie występujące zachowanie do innego, wymyślonego w ten sposób, aby nie było wątpliwości, że to, co pokazujemy, jest absurdalne. Ale tu już wchodzimy w szczegóły warsztatowe, więc kończę, bo to nudne (śmiech). 

 

Anna Jakubczak — Mówi pan o misji, czyli artyści, jakby kreują autorytety i wzorce publiczne? 

Mirosław Gancarz — Tak można powiedzieć. Artyści komediowi są obserwatorami rzeczywistości i próbują tę rzeczywistość pokazać w krzywym zwierciadle. Dla mnie ideałem jest artysta, który pokazuje absurdy istniejące wokół nas i jednocześnie nas czegoś uczy. Otwiera nam oczy na pewne zjawiska, szkodliwe stereotypy i zachowania. 

Na scenie komediowej oprócz umiejętności rozbawiania publiczności, warto także mieć coś do przekazania widzom. Niestety wielu początkujących artystów komediowych, kabaretowych, czy stand-uperów popełnia według mnie błąd, starając się przede wszystkim i  za wszelką cenę publiczność jedynie rozbawić, stawiając to sobie za główny i jedyny cel. 

 

Anna Jakubczak — Jak wyglądały kulisy przygotowań do występu na scenie w kabarecie Potem? 

Mirosław Gancarz — Próby Kabaretu Potem odbywały się bardzo często i nierzadko do późna w nocy. Przed premierami nowych programów i ważnymi festiwalami spotykaliśmy się przez kilka dni codziennie i próbowaliśmy ,,do bólu”, niekiedy wręcz całodobowo z krótką przerwą na drzemkę. Wręcz tłukliśmy każdy skecz i piosenkę do perfekcji, każdy ruch, tonację głosu, każdy krok i gest. 

Nagrywaliśmy też spektakle, obserwowaliśmy siebie nawzajem, analizowaliśmy efekty każdego kroku na scenie i to jak publiczność reaguje na różne warianty gagów. Konstruowaliśmy programy, zwracając na to uwagę.

Pomysłem naszego lidera  Władysława Sikory, był system oceny punktowej każdego gagu w skeczu w zależności od siły reakcji publiczności. Aby móc to ocenić, nagrywaliśmy występy. Suma punktów za gagi w skeczu dawała nam ocenę ,,siły” całego skeczu. W ten sposób, układając kolejność skeczów i scenek w programie wg zasady od ,,słabszych” do coraz ,,silniejszych”, tworzona była swoista dramaturgia całego występu.

Anna Jakubczak –  A co do wpadek scenicznych, jak sobie radzić z pomyłkami będąc na scenie?

Mirosław Gancarz — Trzeba sobie uświadomić, że publiczność nie lubi perfekcyjnych jak roboty wykonawców. Dla nas zaskakującym odkryciem było to, że można zbudować lepszą więź z odbiorcą, jeśli ktoś potrafi zgrabnie i dowcipnie wyjść z ewidentnej pomyłki. Wiadomo, że nie każdą pomyłkę widz jest w stanie zauważyć. Po latach występów przed publicznością dochodziliśmy do takiej perfekcji, że wpadki i pomyłki zdarzały się nam niezwykle rzadko. Dlatego Kabaret Potem eksperymentował, umieszczając w programie dwie, trzy sytuacje sceniczne, które dla widza wyglądały jak omyłka, ale oczywiście były przygotowane i to już ze “sprytnym” wyjściem z pozornie niespodziewanej sytuacji. 

Pomagało to też nawiązać fajną, życzliwą relację z publicznością. Udowadniać, że mają na scenie żywego człowieka, a nie perfekcyjną maszynę. Nikt nie jest doskonały, a jak wcześniej zaznaczyłem, publiczność nie ceni tak perfekcyjnych wykonań na scenie kabaretowej jak umiejętności dowcipnego poradzenia sobie z nieoczekiwanym zdarzeniem. 

 

Anna Jakubczak — Pokusi się Pan o jakiś przykład?

Mirosław Gancarz — Oczywiście. Przykładem takiej przygotowanej pomyłki, jest gag w piosence “Nudzę się”. Nasz pianista Adam “Smutny” Pernal wymyślił, że w trakcie piosenki, łamie się pod nim krzesło, a on mimo to nie przerywa akompaniamentu. Oczywiście krzesło na każdym występie było odpowiednio spreparowane (śmiech). Adam nie przestawał grać i leżąc pod pianinem, próbował się nieudolnie podnieść. Oczywiście nikt mu nie pomagał, a piosenka płynęła dalej. 

To wzbudziło wręcz euforię wesołości na widowni. Publiczność wierzyła, że za każdym razem to przypadek do tego stopnia, że pewien widz, który widział pewnego razu dwa kolejne występy, później kiedy spotkaliśmy się za kulisami, oświadczył: “Ten wasz pianista to ma pecha, dwa razy mu się krzesło pod rząd złamało”. Ciekawe co by powiedział, jakby miał świadomość, że krzesło łamało się za każdym razem przez ostatnie pół roku? (śmiech). 

 

Anna Jakubczak – Geneza tej pomyłki była podczas występu w Teatrze na Woli w Warszawie…prawda?

Mirosław Gancarz – Dokładnie, i Adam jakoś tak niefortunnie złamał to krzesło, że oparł się o pianino,  które się wywróciło, miażdżąc mikrofon. Jest to nawet gdzieś na YouTube. Zarejestrował to na wideo nasz przyjaciel, szeroko znany i szanowany w środowisku kabaretowym Grzegorz Porowski, organizator (wspólnie z małżonką Agatą) legendarnych Tarasowych Spotkań Kabaretowych w podwarszawskich Łomiankach. A wracając do słynnej przewrotki Adama, na szczęście nikomu nic się nie stało, chociaż Adam przeleciał szczupakiem przez to pianino.

Publiczność widząc to, po prostu oszalała!  Ludzie nie mogli się przez długi czas uspokoić.

Takich wpadek życzę każdemu artyście kabaretowemu (śmiech).

Link do wpadki: https://www.facebook.com/watch/?v=870686946326266

Po latach występowania przed publicznością, kiedy nabrałem już pewności siebie i tego co wspólnie przedstawialiśmy, kontakt z energią, jaką dawała widownia, przypominało mi surfowanie po wysokiej fali. Kiedy czułem, że fala śmiechów, oklasków i reakcji widzów się wznosi, mogłem zagrać pauzą, zatrzymać się, wyczekać, zaś kiedy fala opadała, kontynuując skecz mogłem na niej dalej się “ślizgać” i łagodnie “opadać” w oczekiwaniu na następną falę. Jest to ekscytujące, ale i niebezpieczne. Jeden, dwa błędy i można pod tą falą utopić cały skecz, a nawet i cały program (śmiech).  

 

Anna Jakubczak — Kiedy rekwizyty są na tak, kiedy na nie?

Na początku zaczęliśmy zabawę rekwizytem i kostiumem, które podbijały tekst, ale też i pozwalały, jak na to patrzę po latach, za tym kostiumem czy rekwizytem ukryć brak doświadczenia. Te rekwizyty były bardzo symboliczne i same w sobie wzbudzały wesołość widzów. Nasze ulubione to rekwizyty wykonane z papieru czy kartonu lub papier mâché.

Ciuchy, kostiumy były często wygrzebywane z szaf rodziców czy dziadków lub kupowane w popularnych wtedy sklepach z odzieżą na wagę. Kostiumy z tego czasu widać dobrze w programie ,,Bajki dla potłuczonych”, od którego zaczęła się nasza kariera telewizyjna. To były takie właśnie tekturowe korony, kartonowe czapki księżniczek przyozdobione welonem ze starych firanek (śmiech).

Świeżo po doświadczeniach wspólnego występowania ze Stanisławem Tymem, otrzymaliśmy od TVP2 propozycję realizacji naszej pierwszej profesjonalnej rejestracji telewizyjnej. Właśnie w we wspomnianym wcześniej Teatrze Rampa. Pomni doświadczeń i rad Staszka, uparliśmy się, że sami zrobimy scenografię do telewizyjnego nagrania z publicznością. Wbrew obawom, telewizyjny ,,obrazek” prezentował się świetnie. 

Często więc później, przy kolejnych rejestracjach, stawiając tę swoją kartonową scenografię w kolejnych wersjach i odsłonach, doprowadzaliśmy scenografów telewizyjnych do białej gorączki i ciężkiej nerwicy (śmiech). Chcieli, żeby wszystko było kolorowe i na kolorowo, wesoło mrugało jak na świątecznej choince. Często bez związku i bez sensu. A my nie, dla nas ideałem była skromna scenografia Kabaretu Starszych Panów, która tworzyła rodzaj umowności i tajemniczej symboliki świata, w który artyści zapraszają swoich widzów. Bo sztuka kabaretu dla mnie, to jest właśnie sztuka tworzenia takiej umowności, symboliki i tajemniczego nastroju.

 

Anna Jakubczak — A jak wyglądały kulisy przygotowywania samych tekstów? Czy było jakieś burze mózgów? Siedzenie razem do piątej na rano?

Mirosław Gancarz — Różnie. Był nawet taki czas, kiedy postawiliśmy sobie zadanie, że mamy przynosić każdą na próbę nowy tekst pod rygorem kary finansowej (śmiech). Zdarzało się, że teksty pod takim ,,przymusem” pisane były na kolanie i na ostatnią chwilę. Co ciekawe, kilka tak napisanych tekstów weszło po poprawkach do programu. Między innymi słynny skecz o Kopciuszku, który okazał się hitem “Bajek dla Potłuczonych”. Czyli metoda, choć wielce stresująca i dla niektórych kosztowna, okazała się skuteczna (śmiech). 

W czasach Potemów najbardziej płodnym twórczo był Władysław Sikora. Do dzisiaj zresztą jest fabryką skeczów i pomysłów. Pisze dla siebie i też dla innych, również dla Kabaretu Hrabi, w którym grają także Asia Kołaczkowska i Darek Kamys, dwoje byłych artystów dawnego Kabaretu Potem. Praca nad tekstami w Potemach trwała bezustannie. Nie tylko nad nowymi, ale poprawiane i modyfikowane były też te z granych na bieżąco programów. Zwykle tekst ,,stabilizował się” dopiero po roku wystawiania skeczu na scenie osiągając mniej lub bardziej ostateczną formę. Zdarzało się, że jeszcze przed występami spotykaliśmy się w hotelu i poprawialiśmy i modyfikowaliśmy teksty. Hotele i przerwy w podróży na trasie występów były często okazją do dodatkowych prób i wspólnej pracy nad tekstami.

Anna Jakubczak — Mimo rosnącej popularności w 1999 r. Kabaret Potem zakończył działalność…

Mirosław Gancarz — Pewnego dnia, musieliśmy podjąć decyzję, czy będziemy ulegać coraz mocniej rozpychającej się na scenie kabaretowej komercji, czy zabierzemy sobie możliwość zepsucia tego co sami stworzyliśmy. Uznaliśmy, że sztuka kabaretowa ma coraz mniejsze szanse konkurowania z ,,jarmarczną” rozrywką. Jak wtedy sądziliśmy, stać się to musiało głównie z winy telewizji i jej nacisków, aby produkować programy kabaretowe hurtowo, tanio i szybko. 

Po wielu rozmowach i sporach podjęliśmy wspólną decyzję o zakończeniu działalności Kabaretu Potem i ogłosiliśmy datę zakończenia z dwuipółletnim wyprzedzeniem. Ten czas udało się dobrze wykorzystać, ponieważ nagraliśmy dla TVP2 większość naszych spektakli w profesjonalnych rejestracjach z udziałem publiczności. O ile pamiętam 9 programów. Dzięki temu, że rejestracje te zostały wydane na taśmach VHS, a potem na płytach DVD, pojawiły się one później w mediach społecznościowych, głównie w serwisie YouTube. 

Jest tam też mnóstwo amatorskich nagrań naszych występów, nagranych przez widzów, którzy mieli okazję zobaczyć Kabaret Potem na żywo. Żartowaliśmy sobie w 1999 roku, że rozchodząc się u szczytu sławy, jak nie przymierzając The Beatles, stworzymy legendę Kabaretu Potem. No i tak się stało. Zobaczcie, jak to trzeba uważać z żartami (śmiech).

 

Anna Jakubczak — Jakie ma pan rady dla nowicjuszy?

Mirosław Gancarz — Czy mam rady dla początkujących? Nie mam. Sam byłem początkującym już tak dawno, że niewiele z tego pamiętam (śmiech). Jedno, co jest pewne, to żeby robić to, co Wam samym się podoba i co Was pasjonuje Młodzi Przyjaciele. Bez oczekiwania, że to się wszystkim będzie podobać, bo nie będzie na pewno. Wam ma się podobać i publiczność, prędzej czy później to zauważy i doceni… lub nie doceni, to też warto wziąć pod uwagę (śmiech).  

Dalsza część rozmowy… O sztuce dobrego humoru – w rozmowie z Mirosławem Gancarzem cz. 2

O autorze

Anna Jakubczak

Anna Jakubczak (pseud. lit. Maria Ivanova) – poetka, prozatorka, publicystka, animatorka kultury, założyciel portali E-Tuszem.pl oraz Ukochajsiebie.pl. Organizatorka spotkań autorskich oraz performance’ów artystycznych m.in. w Książnicy Pomorskiej, Centrum Kultury Euroregionu Stara Rzeźnia. Ukończyła studia magisterskie na kierunku dziennikarstwo i zarządzanie mediami na Uniwersytecie Szczecińskim, broniąc pracę dyplomową pt. Kreowanie wizerunku medialnego na przykładzie działalności Kabaretu OT.TO.

Możesz również polubić…